Wpis Afric Simone - Best Of (2000)

Afric Simone - Best Of (2000)

Informacje o wpisie:

Data dodania: 21.08.2008 - 19:37
Kategoria: Muzyka
Robot: Spike
Pobierz z:
p2mforum.info
>>Pobierz szybciej!<<

Afric Simone



AFRIC SIMONE - ulubieniec festiwalu w Sopocie. Charyzmatyczny muzyk pochodzący z Mozambiku. Zadebiutował w 1975 r. hitami "Ramaya" oraz "Hafanana". Nosił krzesła w zębach. Ubierał się w futrzane buty, wysokie aż po kolana oraz w kamizelkę z cekinami wkładaną na nagi tors. Wydał w Polsce jedną płytę. Marek Gaszyński pisał wtedy o nim: "Afric Simone to wulkan temperamentu, piosenkarz pełen werwy, animuszu, wesoły, pogodny, niesłychanie dynamiczny. Sam komponuje swoje utwory, pisze do nich teksty w rodzimym języku, czasem gra na gitarze, perkusji, a na estradzie tańczy, skacze, popisując się wręcz cyrkowymi numerami"
"Młodszy czytelniku! Masz prawo nie wiedzieć, o kim tu piszemy. W razie czego zapytaj rodziców. Ale, prosimy, bądź wyrozumiały, nie znęcaj się nad nimi za to, że słuchali jakiegoś badziewia. W zgrzebnym PRL-u dwaj opisywani tu piosenkarze byli jak obrazek z bogatego i lepszego świata, jak zimny łyk coca-coli albo dżinsy z Pewexu. Oczywiście bardziej wyrafinowani nawet wtedy kręcili nosem, że ich muzyka to tania konfekcja, ale to nie miało większego znaczenia. Afric Simone i Limahl dyktowali gusta tłumom i modę na ulicy.

Czarna perła z Mozambiku w latach 70. wyskoczył na scenę, zatupał futrzanymi butami i zgasł niczym meteor. O zniknięciu Africa Simone'a krążyły najbardziej fantastyczne plotki. Jak się okazuje, zupełnie bezpodstawne.
- Aricki Aricki Aricki Ho Ho Ho/Aricki Aricki Brr Ramaya - wyrzucał z siebie słowa wstępu do piosenki "Ramaya" z prędkością karabinu maszynowego, a każdy, kto słyszał to już nawet nie pierwszy, ale nawet piąty lub dziesiąty raz, dostawał gęsiej skórki. Jego uchachana od ucha do ucha paszcza straszyła w każdej księgarni z okładki płyty, na której frunął nad sceną w ekwilibrystycznym wyskoku, trzymając jednocześnie w rękach gitarę. No i oczywiście jeszcze te futrzane buty. Wielkie, wysokie, sięgające po kolana. Nieodłączny atrybut. W sumie realizacja mocno niepoprawnego politycznie archetypu dobrego dzikusa. Trochę uwspółcześniony Piętaszek, trochę sympatyczny wuj Tom, trochę - jak go znacznie później ochrzcił jakiś internauta - "przerośnięty murzynek Bambo". No ale przecież w latach 70. o poprawności politycznej jeszcze nikt nie słyszał, a Afric Simone wpuszczony do świata książeczek mieszkaniowych, meblościanki i małego fiata wydawał się symbolem innego świata, za którym się tęskniło.



Zanim wpadł do Polski, zrobił karierę w krajach Europy Zachodniej. W 1975 roku "Ramaya" i "Hafanana" były przebojami we Francji i Włoszech, w Niemczech i krajach Beneluksu. Kolejne piosenki podobały się już mniej i chociaż atakował listy przebojów jeszcze do początku lat 80., to największą popularność miał już za sobą. Zapewne dlatego u nas dał się namówić na upiorny program telewizyjny, w którym pląsał w rytm swoich przebojów wśród nieco tęgawych pań w średnim wieku o wyglądzie typowych późnogierkowskich gospodyń domowych. - Afric Simone to wulkan temperamentu - entuzjazmował się wówczas jego popisami Marek Gaszyński. - Piosenkarz pełen werwy, animuszu, wesoły, pogodny, niesłychanie dynamiczny. Sam komponuje swoje utwory, pisze do nich teksty w rodzimym języku, czasem gra na gitarze, perkusji, a na estradzie tańczy, skacze, popisując się wręcz cyrkowymi numerami.

Zniknął tak samo szybko, jak się pojawił. Pozostawił po sobie wspomniany wstęp do "Ramaya", którym naśladujący go mój kolega z liceum - przecież już wiele lat po wizycie Africa w Polsce - rozkręcał najbardziej nawet sztywne imprezy, no i wiekopomny wkład do naszego rodzimego języka. Nie trzeba być uważnym słuchaczem, aby w tekście "Ramaya" wychwycić bardzo wyraźnie powtarzane: "bara bara".

Po samym Simone ślad jednak zaginął. Pojawiły się nawet plotki, że został rozstrzelany przez jakiegoś afrykańskiego kacyka za zbytnie zaprzedanie się kulturze zachodniej. Nie było to wcale aż tak nieprawdopodobne. Skoro cesarza Republiki Środkowoafrykańskiej Bokassę podejrzewano o kanibalizm, jakiemuś innemu lokalnemu przywódcy mogło przyjść do głowy rozstrzelanie artysty. Tym bardziej że Afric pochodzi z Mozambiku, a w tym kraju nie było spokojnie aż do początku lat 90.

Wszystko to jednak bajki wyssane z palca. Simone żyje i ma się dobrze. Mieszka w Berlinie z żoną i rodziną. Wciąż chętnie występuje, zwłaszcza w Rosji, gdzie jest bardzo popularny. Że pogłoski o jego śmierci były mocno przesadzone, mogliśmy przekonać się na własne oczy, gdy był gwiazdą jednego z odcinków programu "Załóż się". Dał się w nim namówić na slalom w kajaku na kółkach. Tym razem już bez futrzanych butów. A szkoda, bo byłoby jeszcze weselej." -- (źródło: wiadomosci.gazeta.pl)

"Płyta marzenie. Bohater dancingów za czasów późnego Gierka, człowiek o aparycji przerośniętego Murzynka Bambo i butach na gigantycznych koturnach, autor kultowych hitów: "Ramaya", "Jumbo Jet" czy słynnej "Hafanany" oto Afric Simone jak żywy!
Ileż w tej kompilacji zdrowego, rasowego, urzekającego wesołkowatą bezpretensjonalnością wieśniactwa. Czysta rozrywka bez jakichkolwiek pretensji do artyzmu. W porównaniu ze współczesnymi odlewanymi od jednej matrycy, plastikowymi gwiadkami pokroju Robbiego Williamsa, Rickyego Martina, względnie Enrique Iglesiasa, Afric Simone aż pęka od naturalności i najzwyklejszej radości z grania i śpiewania. Co tu dużo mówić gęba sama się uśmiecha. A sześć nutek daję już za samo "a tinki tynki prrrrrr...", które powinno przejść do kanonu muzyki rozrywkowej obok beatlesowskiego "yeach, yeach, yeach...".





Do płyty dołączone sa trzy remixy autorstwa: Daniela Hadla, Anthonyego Nealea i Jacka Gawłowskiego oraz Andrzeja Smolika.
Cóż osobowość boskiego Africa okazała się na tyle silna, że bez problemu zwalczyła komputery. Każdy z nich jest przyzwoity, ale żaden nie ma szansy mierzyć się z oryginałem." -- (źródło: www.nuta.p)


MoorHunt HashCode jest własnością P2Mforum.info



Pobierz teraz!

Warez.edu.pl